Niedziela, 16 grudnia 2018. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Podziel się:

Podziel się:

Historia pruskich kolei cz.3. ślimaczy pęd na kolejowych ścieżkach.

Nawet w najśmielszych marzeniach i planach pruscy inżynierowie nie przypuszczali jakimi „torami” podążą ich kolejowe projekty. To one był jednym z najważniejszych elementów budujących świetność i potęgę gospodarczą tych terenów. Jednak dziś to co jeszcze zostało po pruskich kolejach rozsypuje się jak „domek z kart”.

W dzisiejszych czasach oprócz normalnej działalności dziesiątek spółek związanych z koleją, często można zobaczyć jak do hut jadą składy wagonów wypełnionych wysokogatunkową stalą: kolejowych szyn, semaforów, zwrotnic po tym jak przestały być „nierentowne” i „bez przyszłości”.
Czy wskaźniki ekonomiczne w powiązaniu z nieudolnością i brakiem perspektywicznego widzenia tłumaczą takie postępowanie?
Infrastruktura kolejowa ta, która przeżyła niejedną wojenną zawieruchę jest niepodważalnym elementem dziedzictwa narodowego. Została zbudowana wysiłkiem wielu pokoleń przez prawie dwa wieki, a potrafi być zniszczona zaledwie w kilka chwil
i co najgorsze na podstawie często wątpliwych decyzji .
Worek złota temu kto obali powiedzenie: „kolej zawsze ożywia gospodarczo obszar przez który przebiega”. Trzeba umieć patrzeć perspektywicznie na problem likwidacji linii kolejowych. I zamiast skupiać się na doraźnym zysku np. pochodzącym ze sprzedaży szyn kolejowych i gruntów, należy szukać optymalnych rozwiązań dla zahamowania tego destruktywnego procesu.
Smutnym jest obraz prowadzenia drapieżnej likwidacji wielu linii kolejowych.
W większości państw Unii Europejskiej prowadzona jest odwrotna polityka transportowa. Przykładem może być Szwajcaria, gdzie nawet w prawie nie ma pojęcia likwidacji linii kolejowych”.
Chyba w naszym kraju zapomniano co znaczy zrównoważony rozwój zarówno transportu, który powinien być wspierany przez wiele sektorów np. przez turystykę.

W województwie warmińsko-mazurskim panują doskonałe warunki do uprawiania turystyki rowerowej. Jednym z wariantów lokalizacji nowych tras rowerowych jest skorzystanie z nieczynnych linii kolejowych.

Coraz częściej naprzeciw nieprzemyślanym decyzjom likwidacji linii kolejowych,
a raczej tego co zostało na nieczynnych szlakach kolejowych, wychodzą działania pasjonatów turystyki, regionalistów i miłośników kolei. Cieszy fakt, że można zauważyć przypadki podejmowania przez lokalne władze wspólnych działań na rzecz wykorzystania np. starych torowisk w przekształcanie ich w ścieżki rowerowe. Przykładem może być dawna trasa linii kolejowej łączącej Ornetę i Lidzbark Warmiński. Stała się ulubionym miejscem spędzania czasu wolnego przez miłośników dwóch kółek.

Takich tras powstało w naszym województwie sporo.
Pomimo, że w tym temacie coś „drgnęło” i jest kilka pozytywnych przykładów godnych naśladowania, to często też słychać głosy kolejowych malkontentów: ” za drogo, a po co? Czy to się opłaca? Nie mamy ludzi i czasu, za dużo przygotowań”. Bywa, że są to osoby decydujące o strategicznych działaniach. Ręce opadają.
Ale czy te głosy tak naprawdę mają odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości? Przecież to nie budowa trasy szybkiego ruchu…
Zdecydowanie nie. Programy pilotażowe budowy ścieżek rowerowych już dawno uruchomiono. W całym kraju przywrócono życie na wielu nieczynnych szlakach kolejowych. Powstały nie tylko ścieżki rowerowe. Uruchomiono też lokalne linie historyczno - kolejowe, muzea, ścieżki edukacyjne i dydaktyczne, co przekłada się na rozwój innych przestrzeni lokalnej działalności. Chociażby mały biznes okołoturystyczny korzystający właśnie z rozwoju sieci tras turystycznych ( w tym na nieczynnych liniach kolejowych). Agroturystyka, małe pensjonaty ukryte wśród cichych wsi i miasteczek, regionalne kuchnie, przepiękne zabytki
i niepowtarzalna przyroda - miejsca do których warto przyjechać.

A jak to jest z punktu widzenia zwykłego „Kowalskiego”? Użytkownicy ścieżek rowerowych twierdzą, że wystarczy im wyrównanie nawierzchni torowisk, umocnienie nasypów oraz wycinka roślinności. Według nich warto pamiętać o rozmieszczeniu miejsc postojowych wzdłuż trasy, skomunikowaniu ścieżki z lokalnymi drogami, a także wkomponowaniu w trasę elementów małej architektury. Podkreślają też , że umiejscowienie elementów edukacyjnych w miejscach ciekawych historycznie podniesie atrakcyjność takiej ścieżki rowerowej. I nawet jeśli będą to skromne zadaszenia, wiaty i kolorowe tablice informacyjne to ucieszą każdego, nie tylko miłośnika dwóch kółek. Czy te proste działania są aż tak trudne do wykonania?

Najgorszy w tych działaniach jest czas, który dokładnie ukazuje lenistwo, bezmyślność i ociężałość podejmowania decyzji. Być może stosunek decydentów mógłby się zmienić, gdyby zobaczyli piękno roztaczające się z dawnych kolejowych szlaków. Wszak Warmia to unikany krajobraz, zapomniane wsie, urokliwe rzeki i strumienie, teren pocięty głębokimi parowami, malownicze lasy. Bogata historia i cudowna przyroda zawsze przyciąga ludzi.
Na szczęście zostało kilka miejsc na kolejowych nieczynnych szlakach wartych poświęcenia czasu i środków by dać im nowe życie - śpieszmy się ratować to co zostało, bo to tak szybko odchodzą.

Tu chyba kończy się historia niejednego mostu na nieczynnym kolejowym szlaku Orneta - Słobity. A co dalej? Każdy z nas może dopisać swój rozdział w tej barwnej historii. Niech to będzie nawet mała kartka. Miejmy nadzieję , że przepiękne mosty, które cieszą oczy nas wszystkich, a szczególnie tych co mają serca i dusze otwarte, nie zostaną poddane dalszej degradacji i niszczeniu…

Tekst i zdjęcia : Robert Dubaj , Andrzej Kosakowski
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Robert Dubaj
Oceń artykuł:

(0)