Niedziela, 16 grudnia 2018. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Podziel się:

Podziel się:

Pruskie koleje – historia nie jednego mostu cz.2

Mimo , że echa powojennej „likwidacji” linii kolejowej Orneta Słobity dawno minęły i odeszły do historii razem z torowiskami, to w lipcowy poranek można było zobaczyć demontaż jednego z ostatnich starych mostów kolejowych w tym rejonie.

Most do chwili demontażu należał PKP, która wykorzystywała tą linię jak umiała (w zależności od potrzeb i chwili). W momencie utworzenia lotniska wojskowego w Ornecie uruchomiono odcinek kolejowy do Drwęczna, a stamtąd na lotnisko. Służył jako linia zaopatrywania logistycznego lotniska, a potem technicznej bazy rakietowej. Po likwidacji ostatniej jednostki wojskowej podjęto próbę zorganizowania składu paliw na ternie lotniskowego MPS. I znów odcinek kolejowy zaczął powoli odżywać. Niestety i ta idea padła.
Podczas remontu drogi Orneta – Pasłęk rozebrano wiadukt w Drwęcznie. Był to następny most wyrwany z kolejowej historii. Zapewne czas dopisze jeszcze kilka kart do tej ciekawej i barwnej historii (aby tylko pozytywnych). Wszak zostało kilka ciekawych obiektów kolejowej infrastruktury, w tym jeden z ładniejszych i dużych mostów nad rzeką Drwęca Warmińską, niezwykle urokliwy most …

Lipcowy poranek przywitał specjalistyczne grupy firmy pozyskującej surowce wtórne przygotowujące sie do demontażu mostu. Pogoda była szara jak i klimat , który zawisł nad mostem. Jedynie markotną atmosferę rozpraszały kolorowe kamizelki i kaski robotników. Widać było skupienie zespołu nadzorującego prace zarówno przedstawicieli firmy biorących udział w działaniach. Od chwili przepalenia pierwszej śruby mocującej kolejowe podkłady most stał się własnością firmy demontującej konstrukcje stalowe. Trzeba przyznać, że firma działa sprawnie i profesjonalnie. Sprawą było nie tylko bezpieczeństwo, ale i czas. Droga w tym czasie była wyłączona z ruchu.
W ciągu godziny konstrukcja stalowa została zdjęta z przyczółków
i postawiana tuż obok betonowych przyczółków , które ją tak dzielnie wspierały przez prawie 100 lat.
Smutny był to widok jak palniki tlenowe cięły konstrukcje stalową stworzoną
w znanej fabryce w Koningsbergu (protoplastka powstania zakładów Schuau w Elblągu).
Konstrukcja mostu podnoszona przez dźwig początkowo nie dawała się ruszyć…Jednak długie ramie dźwigu jak ręka mitycznego Cyklopa pokonała wszelkie opory mostu. Po chwili cichy jęk stalowych elementów był dźwiękiem końca historii tego mostu. Poddał się prawie bezgłośnie, bez skargi patrząc wypalonymi oczodołami otworów w których zawisły haki z łańcuchami…patrząc w kierunku podstawionego ogromnego kontenera, miejsca ostatniego spoczynku tego mostu.
Czas działa nieubłaganie szczególnie w rozwoju komunikacji. Pewnie zaistniała taka potrzeba by niewykorzystywaną konstrukcję zlikwidować na korzyść np.: lepszej infrastruktury drogowej.
Można rzec: most przetrzymał zawirowania wojny, a został zniesiony z tego świata kolei przez brutalne zasady rozwoju technologii i ekonomicznego rachunku. Niepotrzebne przedmioty jadą do huty. Może z nich powstaną nowe elementy mostów i innej kolejowej infrastruktury…któż to wie?
Prawie 11 ton wysokogatunkowej stali zostało pocięte i zapakowane do podstawionego kontenera. Sprawnie i szybko.
Ten most to też historia wielu pokoleń lokalnej społeczności. Historii radosnych, prostych, codziennych i niepowtarzalnych. Pierwsze randki, zabawy dzieciaków, pierwsze wypalone w tajemnicy papierosy, ścieżka na skróty na pobliskie działki warzywne, gapienie się na wojskowe składy które zapracowane lokomotywy ciągnęły na lotnisko, codzienne oglądanie mostu przez tych co dojeżdżali do pracy
w Ornecie….….. Były też i niebezpieczne historię : motorowa drezyna , która dziwnym trafem „wyskoczyła” z szyn i spadła z mostu. Na szczęście nikomu nic się nie stało…oprócz płodów rolnych , które były nią wiezione.
To nie był zwykły most on miał swoją kolejową duszę. Żył razem z miastem….każdy wiedział co znaczyło w lokalnej gwarze „PIERWSZY MOST”.

Tu można by postawić kropkę i temat zamknąć. Ale czy historia pruskich kolei nierozerwalnie związane z tą ziemią (można rzec dosłowienie) ma koniec w takich wydarzeniach jak te o moście….?
Czy warto próbować ratować tą historię, co zrobić by wspomnienia nie zapodziały się w przepastnych szuflach biurokratycznych biurek, jak cieszyć się tym co jeszcze się ostało zarośnięte krzakami i zapomniane? Może ten PIERWSZY MOST będzie ostatnim zdemontowanym z ocalałych w naszym regionie? O tym
w następnej części historii nie jednego mostu.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Robert Dubaj
Oceń artykuł:

(0)