środa, 20 marca 2019. Imieniny Joachima, Kiry, Maurycego

Pierwszy etap „LIM 2” zakończony

2019-02-04 10:00:00 (ost. akt: 2019-02-04 11:27:50)

Autor zdjęcia: Robert Dubaj

Przypadek sprawił, że podczas wyjazdu na nurkowanie w Wuksnikach członkowie z sekcji nurkowej Stowarzyszenia Reduta Orneta usłyszeli coś co potwierdziło wcześniejsze informacje o samolocie w jeziorze. Była to kropka nad „i” do poszukiwań.

W tym jeziorze leży samolot — to słowa przypadkowo spotkanego lokalnego regionalisty.

Od ponad pół wieku na dnie jeziora Mildzie spoczywają resztki samolotu wojskowego, który uległ wypadkowi podczas lotu treningowego. Należał do orneckiego 29 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. To była taka lokalna „tajemnica” mieszkańców Miłakowa… o której wiedziało kilku starszych mieszkańców Ornety tych pamiętających czasy, gdy w mieście stacjonował pułk lotniczy. Oczywiście informacja ta kilka lat temu dotarła też do członków Stowarzyszenia Reduta Orneta.

— Warto zatem działać by sprawdzić to co wiemy od dawna. Panowie, pomimo że samolot leży w Miłkowskim jeziorze, to przecież też i nasza, ornecka historia. I do tego jeszcze nie ujrzała światła dziennego — rzucił hasło do działań kolega Daniel, jeden z nurków stowarzyszenia.

No i zaczęło się. To początek niesamowitej historii i fantastycznej przygody. Przypadkowy „kopniak” adrenaliny rzucił zespół do poszukiwań. Początkowo nie była to penetracja głębin, a żmudne szukanie dokumentów, zdjęć i wszystkiego co pomogłoby rozwikłać tajemnicę tego lotniczego wypadku. A nade wszystko określenie miejsce zalegania samolotu.

Wieloletnie doświadczenie i ogromne wsparcie jednego z pasjonatów nurkowania kolegi Czarka Barszczewskiego miało kluczowe znaczenie podczas podwodnych poszukiwań. To między innymi dzięki niemu, pomimo trudnych warunków pod wodą, zespół eksploratorów osiągnął zamierzony cel.

W miarę zdobywania informacji, potwierdziły się słowne przekazy lokalnych świadków: „na dnie nie ma samolotu. Został wydobyty zaraz po wypadku przez wojsko”.

W tym momencie niektórzy by machnęli ręką. — Nie ma tu co szukać. To nie dla nas miejsce — powiedzieliby pesymiści. Jednak członkowie Stowarzyszenia Reduta Orneta, które zainicjowało działania to ludzie uparci i niesamowici pasjonaci.

Postanowili dalej „kopać” w dostępnych źródłach i materiałach.

Niesamowitym zaskoczeniem było wsparcie ze strony Archiwum Wojskowego w Nowym Dworze Mazowieckim. Przysłano pierwsze kopie dokumentów związanych z wypadkiem. Tu pojawiła się nadzieja, że na dnie jeziora mogło pozostać kilka elementów z samolotu.

— Na dnie musi być kilka części z samolotu. Upadek do jeziora z 5000 metrów musiał rozerwać konstrukcję na wiele większych i mniejszych fragmentów. Przecież wszystkiego wojsko nie dało rady zebrać — podsumował dotychczasowe poszukiwania kolega Leon.

— Trudne nie znaczy, że niemożliwe — „nękał” nas w myślach uparty „dobry duch grupy”.

— To niezwykle budujące, gdy podczas naszych działań pojawiały się pozytywnie „zakręcone” osoby i organizacje. Na podkreślenie zasługuje wspaniała postawa członków lokalnego Stowarzyszenia Miłośników Jeziora Mildzie. Pomagali na każdym etapie prac. Wspierali i wierzyli, że nasz zespół zakończy poszukiwania sukcesem. — A takich osób i organizacji było więcej. Nie mogliśmy zawieźć tych co dali nam pakiet zaufania— dodaje Robcio, miłośnik orneckiego lotnictwa.

Również na etapie „papierowych działań”, czyli uzyskania zezwoleń wymaganych charakterem poszukiwań również eksploratorzy spotkali się z życzliwością. Sprawnie i szybko otrzymano wszystkie niezbędne dokumenty.

No i zaczęło się. Znowu ciężka praca. Tym razem pod wodą. Prawie przez cały okres poszukiwań w jeziorze panowały trudne warunki. Jednak podwodny prąd, niska temperatura czy słaba widzialność, spowodowana przez zalegający na dnie muł, nie stanęły nurkom na przeszkodzie w dotarciu do resztek samolotu.

Dzięki relacjom świadków, jak i pozyskanym dokumentom, umiejscowienie upadku samolotu okazało się dokładne. Za pierwszym zejściem pod wodę strzał w „dziesiątkę”. Widać było kilka elementów zalęgających na dnie. W takich przypadkach adrenalina sięga najwyższych granic.

Pierwszymi przedmiotami wydobytymi na światło dzienne był akumulator pokładowy i butla powietrzna. Jedne z istotnych elementów samolotu. I gdyby nie „sztormowa” pogoda i nastające ciemności, nurkowanie w ten dzień trwałoby jeszcze dłużej.

Następne ekspedycje to wydobycie następnych części z samolotu. Za każdym razem radość i euforia była ogromna. Niestety, potwierdziły się przypuszczenia, że kadłuba samolotu wraz z silnikiem nie ma na dnie. Mimo to udało się pozyskać wiele mniejszych elementów, które cieszą niesamowicie.

Z ciekawszych elementów to: fotokarabin z filmem, blok radiostacji czy osłona podwozia. Niestety uderzenie z taflą jeziora spowodowało duże uszkodzenia wydobytych przedmiotów.

Tajemnica jeziora przestała być tajemnicą.

Wspaniałe, że historia orneckiego lotnictwa ma szansę znaleźć miejsce w salach lokalnego małego „muzeum” poprzez wyeksponowanie kilku najlepiej zachowanych części samolotu. I to napawa dumą i zadowoleniem zespół prowadzący poszukiwania.

Akcja „LIM 2” to nie tylko wyprawa po tajemnice jeziora, ale też integracja całego zespołu zarówno tych co szukali pod woda jak i tych co „żmudnie grzebali" w dokumentach i zabezpieczali logistycznie wszystkie działania, możliwość doskonalenia umiejętności.

W działaniach brali udział zarówno miejscowi regionaliści z Miłakowa, jak i pasjonaci z regionu, nurkowie z klubów w tym z AKP Skorpena i Reduty Orneta oraz niezrzeszeni miłośnicy historii, osoby wspierające sprzętem (niesamowite wrażenie robił stary Gaz69, kolegi Wojtka, który „wpasował się czasowo” w całe przedsięwzięcie) i wielu innych, co przyczyniło się do skutecznej realizacji „akacji LIM 2”.

A co z dramatyczną historią samolotu i pilota? Jak doszło do tego wypadku? Czy pilot przeżył?

W letnie południe 50 lat temu z wojskowego lotniska w Ornecie wystartowała para samolotów LIM 2. Miały za zadanie prowadzić symulowaną walkę powietrzną. W tamtych czasach szkolenia lotnicze w powietrzu były intensywne. Ostre wiraże, beczki, zwroty, karkołomne ucieczki z linii strzału towarzyszyły obu pilotom podczas wykonywania tego zadania. Niestety w pewnym momencie jeden z samolotów wpadł w tzw. „korkociąg”.

Niewyjaśnione do dziś przyczyny spowodowały, że samolot cały czas nie słuchał sterów. Sytuacja była dramatyczna. Pilot do granic możliwość próbował uratować samolot. Wynika to z pozyskanej dokumentacji. Nie słuchał komend kierownika lotów: „skacz”, „skacz”, „opuść samolot!”. W ostatniej chwili katapultował się i bezpiecznie wylądował koło jeziora Wuksniki zwanego popularnie „Wuksy”.

Ciekawostką jest to, że nasi podwodni eksploratorzy odnaleźli fotokarabin z samolotu… z filmem. To urządzenie, które służy do rejestracji „celności” strzelania. Niestety na filmie nie zachowały się kadry z ostatnich minut „życia” tego pechowego samolotu. Upadek i woda zrobiły swoje.

A co można dodać, aby zamknąć ten artykuł? Może trochę danych. To nudniejsza część. A może i nie.

Pomysłodawcą tych działań jest Stowarzyszenie Reduta Orneta, które działa od 2014 roku i w kilku przestrzeniach tematycznych. Ideą założeniem organizacji był aktywny udział kilku członków w ruchu rekonstrukcyjnym z okresu wojen napoleońskich oraz aktywne propagowanie turystyki ukazującej piękno natury i barwną historię Warmii.

W tym okresie pojawiły się też elementy lotnicze — chęć utworzenia lądowiska oraz imprezy na terenie starego lotniska.

W miarę nabierania pewności działania i pozyskiwania pozytywnie zakręconych członków pojawiły się nowe sekcje. Sekcja nurkowa silnie współpracującej z AKP Skorpena. Najlepszym tego przykładem jest udział w zabezpieczeniu Mistrzostw Świata.

To jedna z dwóch dynamicznie działających sekcji. Oprócz nurków są też strzelcy promujący strzelectwo sportowe. Jako, że Orneta i okolice to studnia bez dna dla poszukiwaczy niesamowitych historii stowarzyszenie ma w swoich szeregach eksploratorów.

Swoimi działaniami ratują namacalną historię Warmii. A efektem jest m.in. współpraca z Urzędem Miejskim w Ornecie przy działaniu lokalnego mini muzeum — Galerii Dziedzictwa Ornety.

Co dalej z lotniczą historią?

Na pewno przygotowanie wystawy z całej akcji „LIM 2”. Na pewno prowadzenie dalszych podwodnych poszukiwań. Na pewno kontynuacja żmudnego wertowania dokumentacji w poszukiwaniu następnego samolotu, który spoczywa w głębiach jednego z wodnych akwenów.

Wszystkim, którzy wspierali nas, uczestniczyli w bezpośrednich działań i pomagali jak tylko mogli: WIELKIE DZIĘKUJEMY. Bez Was nie byłoby tego sukcesu.
Robert Dubaj


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages